Kryminał, sensacja, thriller

“Władcy czasu” – Eva Garcia Saenz de Urturi

książka kryminał

Za mną już książka, której obiecałam sobie nie odmawiać. Ba, sięgnęłam po nią, nie znając nawet opisu! Dlaczego? Ufam autorce, ponieważ za każdym razem zapewnia mi ona mnóstwo radochy. A o jakim tytule mowa? O „Władcach czasu” Evy Garcíi Sáenz de Urturi – zakończeniu trylogii, którą cechują przede wszystkim wierzenia. Wierzę, że jeśli ktoś żywi sympatię do poprzednich tomów, nie odmówi sobie również i tego. Pytanie tylko, jakie będzie to ostatnie spotkanie z bohaterami. Dobre, rewelacyjne czy jednak – po raz pierwszy – słabe.

Kraken – profiler kryminalny – po raz kolejny obcuje z przeszłością. Jak odległą? Tym razem macki fabuły sięgają aż do 1192 roku (Vitoria), do czasów hrabiego Diago Veli, powracającego z powierzonej misji. Giną ludzie. I giną nie tylko w 1192, ale również współcześnie, w 2019 roku. Ktoś morduje, wzorując się na technikach sprzed wieków. Nic zdaje się nie być przypadkowe.

Winna Wam jestem pewien szczegół, pewien smaczek, który celowo pominęłam w skrócie fabuły, żeby nie zaplątać zbyt mocno. Otóż żeby było ciekawiej, historia wspomnianego już hrabiego ukazała się w książce pod takim samym tytułem, jaki właśnie recenzuję! „Władcami czasu” zachwycali się zatem współcześni mieszkańcy Vitorii – również główny bohater, Kraken. Mamy zatem do czynienia z motywem książki w książce – naturalnie treść jest odmienna.

Tymczasem – co było szalenie intrygujące – nikt nie widział autora! Nikt z bohaterów. Snuto różne domysły odnośnie jego imienia i nazwiska, ale to wciąż były tylko domysły. Dla mnie? Wiedząc, co wiem, czerwona lampka i wycie syren. Jako czytelnik odebrałam to jako pewnego rodzaju prezent. Coś, nad czym mogę główkować i co warto zapamiętać. Coś, co jest obietnicą mocnego zakończenia.

Ale skupmy się już na samych wrażeniach.

Po raz kolejny zachwyciło mnie samo wydanie – zarówno okładka jak i klimatyczna wklejka. To tak na początek. Chwilę później zachwyciło mnie również wprowadzenie do dwóch światów – 1192 i 2019 rok; akcja dzieje się dwutorowo. Rzecz jasna są nowi bohaterowie, jednak autorka nie zapomina o tych dobrze już znanych – pokrótce ich przypomina. Ponadto gładko wprowadza czytelnika w nową sprawę, nie pozwalając, by miał ochotę zerknąć na zegarek. I robi to bardzo dobrze.

Niewątpliwą zaletą tej powieści jest bogato przedstawiony świat, który fascynuje i przeraża jednocześnie. I choć początkowo rzuceni jesteśmy na nieco głębszą wodę, szybko poznajemy całe otoczenie. Byłam pod wrażeniem całej intrygi, która była czymś znacznie więcej niż morderstwem dla zysku czy zemsty. To, co działo się w Vitorii było czystym szaleństwem! Czymś, co można śmiało zaakceptować jako wymysł autora, ale nigdy jako rzeczywistość! Nie potrafiłam się oderwać. Wszystkie tropy i wskazówki były przemyślane i niebanalne. Autorka dobrze wie, jak napisać wyważoną historię. Taką, która przeraża swym okrucieństwem, ale której nie sposób porzucić.

Jednak każdy wykreowany świat posiada swoich bohaterów – tutaj byli oni pełnowymiarowi. Przez cały czas miałam wrażenie, że nie czytam książki, a oglądam porządny serial. Każda postać zdawała się być namacalną. Ich dialogi, myśli i czyny, były potwornie realistyczne. Mam nadzieję, że rozumiecie, co mam na myśli. Kto zwracał największą uwagę? Autor, który zdawał się nie istnieć, oraz Kraken, któremu nie sposób odmówić inteligencji. Chwila rozmowy/obserwacji i już wiedział coś, co wielu nam nie przyszłoby nawet do głowy. Skończył szkołę, powiecie, ale mimo wszystko jego sposób dedukcji robił wrażenie.

A zakończenie? Było niczym pudełko w pudełku. Gdy wychodziła na jaw jedna rzecz, nagle pojawiała się następna, i następna, i następna. Bałam się ostatnich stron, jednak niesłusznie. Autorka dobrze przemyślała sprawę i połączyła wiele spraw – o czym dowiadujemy się na samym końcu. Prosta sprawa, okazała się mieć niejedno dno. Ogromny plus. Bardzo lubię powieści, gdzie pozornie proste historie, okazują się skomplikowane.

Mam nadzieję, że moja recenzja jest w miarę zrozumiała i nie namieszała zbyt mocno w niczyjej głowie, ponieważ dla mnie nie była łatwa. Nie ukrywam, iż miałam problem z zarysem fabuły. Książka w książce, i jeszcze, o ironio (!), o tym samym tytule?! Jak więc to ugryźć, mając na uwadze, że „Władcy czasu” mieli dla mnie inny kształt niż dla bohaterów? Niemniej liczę, że jeśli się wahaliście, jesteście już zdecydowani sięgnąć po tę pozycję. Zapewniam, że ta historia jest równie wciągająca, co poprzednie, a według mnie nawet bardziej! Strasznie żałuję, że jest to ostatni tom, ale jednocześnie cieszę się z tego, że autorka mnie nie zawiodła i napisała coś, co będę wspominać/polecać przez lata.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Władcy czasu” i inne książki kryminały znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.

About Author

Określiłabym siebie jako fankę fantasy - zarówno książek, filmów, seriali, jak i gier. Uwielbiam także postapo, alternatywnego rocka i swoje ps4. Jako mama coraz częściej sięgam ze swoim synkiem także po książeczki dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *