Kryminał, sensacja, thriller

“Witajcie w Puppet Show” – M. V. Craven

Witajcie w Puppet Show to kryminalny debiut M. W. Cravena, który niestety nie okazał się być książką wyjątkowo zaskakującą. Nie da się ukryć, że w tym gatunku trzeba naprawdę mocno się napracować, aby stworzyć coś porywającego i oryginalnego. Niestety powieść Cravena jest raczej powieleniem wielu schematów, z którymi czytelnicy już niejednokrotnie mieli do czynienia, aczkolwiek nie ukrywam, że chwilami tego typu działania nie są dla mnie czymś odpychającym. Jeżeli książka jest dobrze napisana i wciągająca, to da się przymknąć oko na pewne schematy. Jednak chociaż ta powieść faktycznie nie jest napisana najgorzej, to jakoś specjalnie mnie nie urzekła.

Sama fabuła jest na swój sposób interesująca – policyjne dochodzenia to zawsze jakaś tam gratka do ludzkiego umysłu, która skłania go do myślenia, analizowania, łączenia faktów. Tutaj mamy do czynienia z całkiem nieźle rozbudowaną pracą policji, dobrym jej zaprezentowaniem, więc mamy okazję zabawić się w detektywa. Uruchamiamy mózgownicę i staramy się natrafić na ślad nieuchwytnego mordercy. Nie jest to takie łatwe, chociaż mordercy zawsze mają w sobie coś, co mnie fascynuje – ciekawi mnie ich motyw, ich psychika, ich działania. W przypadku Witajcie w Puppet Show te elementy nie są zbyt mocno rozwinięte, niestety.

Chociaż to właśnie prowadzone śledztwo ma być siłą napędową tej historii i właściwie jej głównym elementem, to gdzieś po drodze pojawia się sporo wątków pobocznych, które nieco mnie nużyły. Zawsze zastanawiam się, z czego wynika mój dwuznaczny odbiór takich dodatków – w niektórych książkach jest on pozytywny, w innych właśnie taki jak tutaj. Wydaje mi się, że tak naprawdę składa się na to o wiele więcej czynników i chyba nie ma złotego środka, aby to wyjaśnić. W moim odczuciu Puppet Show jest napisane w sposób zachowawczy, bezpieczny, nieco ograniczony – jakby autor bał się nieco zrobić coś od siebie, prosto z serca. Po prostu widać, że mamy do czynienia z debiutem – takie rzeczy momentami się po prostu czuje, intuicja sama podpowiada, że coś jest nie tak.

Zastanówmy się teraz chwilę nad bohaterami – przede wszystkim mamy tutaj do czynienia ze zdegradowanym detektywem Washingtonem Poe oraz wyalienowaną analityczką Tilly Bradshaw. Tilly jest postacią dosyć ciekawą i interesującą, inteligentną, nad wyraz mądrą. Zdecydowanie da się ją lubić. A Poe? Cóż, wydaje mi się, że skoro został zdegradowany to powinien taki zostać… Przywrócenie do go służby chyba nikomu nie wyszło na dobre – okej, rozwiązał sprawę, prowadził dochodzenie, odkrył co nieco o swojej przyszłości, ale zdecydowanie nie przypadł mi do gustu jako policjant. Momentami miałam wrażenie, że jest po prostu głupi, durny, mało rozgarnięty i wszystko go wielce dziwi. Nie mój typ.

Nie wiem do końca, z czego to wynikało, ale momentami lektura tej powieści była… ciężka. Męcząca. Wydawało mi się, że autor jakby na siłę chciał czasami coś zamieszać, żeby zbić czytelnika z pantałyku, ale nie do końca wyszło to tak, jak powinno. To wszystko wyglądało chwilami nierealnie, dziwacznie, jakby autor zupełnie nie przemyślał tego, co chciał zrobić. Taka trochę odtwórcza praca, powtórka z rozrywki.

Nie wiem, komu mogłabym polecić tę historię – nie jest to tak, że Puppet Show jest powieścią złą, tragiczną czy beznadziejną. Po prostu nie do końca sprawdzi się w przypadku tych czytelników, którzy łykają kryminał za kryminałem. Oni wyczują, że to po prostu nic porywającego. Ale może ktoś, kto dopiero stawia pierwsze kroki w tym gatunku? Kto wie…

“Witajcie w Puppet Show” i inne książki kryminały znajdziesz w księgarni selkar.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *