Literatura Obyczajowa

“Szczęście na wyciągnięcie ręki” – Agnieszka Krawczyk

„Szczęście na wyciągnięcie ręki” Agnieszki Krawczyk to już trzecie spotkanie z osobliwościami mieszkającymi w jednej z krakowskich kamienic. Ależ ja za nimi tęskniłam. Jeśli czytaliście poprzednie dwa tomy, z pewnością pamiętacie Helenę, Zuzę czy upierdliwych sąsiadów z drugiego piętra. Gotowi na kolejną porcję wyzwań i prób wzajemnego porozumienia?

Do Krakowa przybywa Feliks Gozdawa, który by nie używać takich słów jak włóczęga czy bezdomny, zwie siebie wagabundą. Przenika on do tej małej społeczności sąsiedzkiej, oddziałując na każdego, kogo spotka. A na planie pierwszym nieustannie widnieją dobre uczynki, które mają być zapłatą za mieszkania.

Gdyby porównać tę książkę do jej poprzedniczek, nie różnią się one właściwie niczym. Uczynki przede wszystkim, a w tle powolne docieranie się sąsiadków – jednym zajmuje to mniej, innym więcej czasu. I te niesamowite zrządzenia losu, w które nie sposób uwierzyć. Uważam, że autorka dała się ponieść. Stworzyła problematyczną społeczność, składającą się z przeróżnych osobowości, ale wszystko łączą szalone zbiegi okoliczności. Miałam nadzieję, że w tym tomie będzie ich mniej, albo że będą bardziej prawdopodobne, ale nie – wciąż nieco kłuły w oczy.

Przeszkadzał mi również brak wartkiej akcji. Wszystko działo się spokojnie, bez pośpiechu, jednostajnie… co na dobrą sprawę miało swój urok. Nie było to złe. Ale jeśli książka liczy sobie ponad 500 stron, powinna skrywać jakiś smaczny kąsek, który nie pozwoli o sobie zapomnieć. Ponadto mam wrażenie, że Agnieszka Krawczyk troszkę za bardzo na siłę chce wpoić czytelnikom pewne wartości. Głównie mam tu na myśli bezinteresowne pomaganie. Ma rację, ale było tego trochę za dużo.

Na uwagę zasługuje również wątek spadkobiercy, którego tożsamość wciąż budziła wiele domysłów. Wątek najciekawszy i wzbudzający we mnie najwięcej emocji. Jest tak pokręcony, że w pewnym momencie spodziewałam się nawet, iż tajemniczym właścicielem kamienicy jest worek cebuli! A tak całkiem na poważnie… ciężko było jednoznacznie określić, kim jest owa osoba i jakie są jej intencje. Niektórzy bohaterowie mieli w tej sprawie dość skrajne poglądy i nie sposób im odmówić racji. Mieszkanie w zamian za dobry uczynek to z jednej strony zwariowana sprawa, a z drugiej czysta manipulacja – w prawdziwym życiu mógłby to być szalenie interesujący eksperyment. Dowiedzieć się, do czego zdolni są ludzie i w jakim stopniu naprawdę by się zmienili.

Chętnie „odwiedziłam” lokatorów zwariowanej kamienicy, bo za niektórymi autentycznie tęskniłam! Pomimo powyższych minusów, czytało się dobrze i chętnie przeczytałabym coś jeszcze. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale może wynika to z faktu, że mam sentyment do Krakowa. Łatwiej mi zatem poczuć klimat tego miejsca i usadowić w nim tę tajemniczą kamienicę. Ponadto „Szczęście na wyciągnięcie ręki” jest pozycją lekką, która nie wymaga od czytającego żadnego wysiłku. Relaksuje i na pewno w jakiś sposób wpływa na odbiorcę – zmiana bohaterów daje do myślenia. Wydaje mi się również, że niejedna osoba czytająca tę książkę, naprawdę się zmieni. Może nie o 180 stopni, ale choćby w niewielkim stopniu. Uśmiech do pani w sklepie. Przytrzymanie komuś drzwi. Pomoc starszej pani na ulicy. To nic nie kosztuje, a z pewnością zmieni postrzeganie innych o nas, a zarazem uczyni nas bardziej wartościowymi we własnych oczach. Polecam przeczytać i przekonać się samemu. Bycie dobrym popłaca, bo dobro zawsze wraca. I ten spadkobierca… Mnie udało się go trafnie wskazać. Też spróbuj!

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Szczęście na wyciągnięcie ręki” i inne książki dla kobiet znajdziesz w księgarni selkar.pl.

 

About Author

Określiłabym siebie jako fankę fantasy - zarówno książek, filmów, seriali, jak i gier. Uwielbiam także postapo, alternatywnego rocka i swoje ps4. Jako mama coraz częściej sięgam ze swoim synkiem także po książeczki dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *