Literatura Piękna Recenzje

„Śmiertelna dawka” Hanna Greń

Powieść polska śmiertelna dawka książki

Co jedna powieść Hanny Greń, to kolejna wioska, w której mieszkańcy są nieufni, policja bezradna, a sąsiedzi, mimo że na co dzień skorzy do rozsiewania plotek, chronią lokalne tajemnice przed obcymi i to wszelkimi dostępnymi środkami. Tym razem akcja przenosi się do Bystrzycy Wielkiej, gdzie doszło do zdarzenia, które podzieliło mieszkańców. Młoda dziewczyna, Klaudyna Poloczek, została znaleziona martwa na skraju lasu. Analiza medyczna wykazała przedawkowanie narkotyku. Problem w tym, że licealistka nie była uzależniona od żadnej substancji. Co więcej, nic nie wskazywało na to, że chciałaby odebrać sobie życie. Miała przyjaciół, chłopaka, radziła sobie w szkole… czy zatem doszło do nieszczęśliwego wypadku? Czy stało się coś, co sprawiło, że wolała umrzeć, niż dalej pozostawać na naszym świecie? Czy może jednak ktoś maczał palce w tej tragedii? A jeśli tak, to kto? Siostra denatki wraz ze swoim narzeczonym postanawiają opłacić prywatnego detektywa, który odpowie na powyższe pytania.

Sprawa Klaudyny trafia do Diony, jednak tym razem była policjantka nie może rzucić wszystkiego, by poświęcić się zleceniu. Chwilowo zastępuje swojego szefa na strzelnicy, więc do Bystrzycy posłany zostaje najpierw jej wspólnik – Robert Gredke. Szczerze mówiąc po tej postaci spodziewałam się nieco więcej. Przez kilka książek Greń przedstawia go jako detektywa idealnego. Podkreśla, jaki ma przenikliwy umysł, jak wiele w życiu widział oraz jak dobrze odczytuje ludzkie emocje. Natomiast, kiedy przychodzi mu działać w terenie, działa niczym zwykły amator. Nie wiem, czy bardziej rozczarowało mnie to, że za bardzo skraca dystans ze swoimi rozmówcami, czy też to, że pozwala sobie na zbyt wylewne okazywanie emocji wobec potencjalnych źródeł informacji. Nie jest to też jakaś wybitnie zła postać, ale do tej pory wierzyłam, że Gredke będzie stanowił przeciwwagę dla nadpobudliwej Dionizy Remańskiej. Tymczasem ewidentnie ta dwójka jest ulepiona z tej samej (greniowej) gliny.

Kolejny mój zarzut tyczyć się będzie zbytniej powtarzalności, jeśli chodzi o kwestie społeczno-polityczne. Tylko w pierwszych pięćdziesięciu stronach mamy po kilkanaście wzmianek odnośnie koronawirusa, działań rządu, wszelkich obostrzeń i tak dalej, i tak dalej. Z jednej strony umieszczenie w książce realiów dnia codziennego pozwala na lepsze „wczucie się” w fabułę. Łatwiej wyobrazić sobie, że opisywane wydarzenia, rzeczywiście miały miejsce. Że gdzieś niedaleko naszego domu Diona prowadziła swoje dochodzenie, przepytywała świadków, odwiedzała pobliską komendę. Z drugiej zaś życie w czasach pandemii potrafi być na tyle ciężkie i problematyczne, że czytanie o niej na co drugiej stronie szybko zaczyna męczyć.
Poza wspomnianymi „minusami”, „Śmiertelna dawka” jest naprawdę wciągającą powieścią. Czytelnik od początku wie, że Klaudyna nie wstrzyknęła sobie sama tak zwanego kompotu. Nie wie natomiast, kto jest sprawcą i jaki cel pragnął osiągnąć. Czy dziewczyna była jego celem, czy przypadkową ofiarą, która zobaczyła za dużo? Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie było w tym samym stopniu fascynujące, co satysfakcjonujące.

Ta konkretna książka jest jedną z grubszych, jakie udało się Hannie Greń napisać, ale fakt ten był zupełnie niewyczuwalny. Przez fabułę przelatuje się niezwykle szybko, śledztwo jest dynamiczne, głównie ze względu na to, że w kontrze do detektywów staje lokalna policja i małomówność mieszkańców Bystrzycy Wielkiej. Poza tym, pochwalić należy też styl, dzięki któremu nawet rzeczy przykre stają się dla czytelnika w miarę strawne.

„Śmiertelną dawkę” oraz inne polskie powieści znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

(2) Comments

  1. zaczytanalala says:

    Lubię twórczość autorki 🙂 Polecam świetny kryminał „Sumienie”. Niezwykle wciągający.

  2. Bardzo lubię opowieści osadzone w takich wioskach, od autorki jeszcze nic nie czytałem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.