Kryminał, sensacja, thriller

“Przebudzenie zmarłego czasu” – Stefan Darda

Z twórczością Stefana Dardy nie miałam do tej pory do czynienia, chociaż przepadam za gatunkiem, w którym ten człowiek siedzi. Horrory to zdecydowanie moja bajka, aczkolwiek jestem bardzo wymagająca, jeżeli chodzi o grozę i wzbudzenie we mnie strachu czy gęsiej skórki. Mało któremu autorowi się to udaje i niestety z przykrością stwierdzam, że Stefan Darda nie dołączył do tego zacnego grona.

Powieść „Przebudzenie zmarłego czasu” określone jest mianem horroru kryminalnego, niestety, ja nie dostrzegłam w tej powieści żadnego elementu, który wskazywałby na horror. Ani razu nie poczułam na ciele gęsiej skórki, ani razu nie przeżywał wstrząsu, nie pojawiło się tutaj nic, co by mogło człowieka chociażby lekko przerazić. Jak natomiast wygląda kwestia kryminalna? Właściwie trochę nijak – pojawia się motyw samobójstwa i… i tyle. Nie jestem zatem pewna, jak należałoby tę książkę ocenić. Może jest ona swego rodzaju mieszanką gatunkową, ale jednak w moim odczuciu jest troszeczkę nijaka.

Głównym bohaterem jest Jakub Domaradzki, młody mężczyzna, który właśnie wyszedł z więzienia. Chociaż został skazany niesłusznie i zdecydowanie nie jest kryminalistą, to mimo wszystko spędził tam ostatnie kilka lat – aż do momentu całkowitego oczyszczenia z zarzutów. Swoją drogą jest to naprawdę przykre – że przez byle jaką głupotę człowiekowi można tak zmarnować życie. Wydawałoby się, że może ten okres nie był aż tak długi, bo jak dobrze zrozumiałam były to jakieś 3 lata, może chwilę dłużej, ale mimo wszystko coś takiego pozostaje z człowiekiem na zawsze. Kuba musi się otrząsnąć i ułożyć sobie życie na nowo, niestety w dzień wyjścia z więzienia dowiaduje się, że jego jedyny żyjący krewny popełnił samobójstwo. Dlaczego?

Tego główny bohater próbuje się dowiedzieć, a wskazówką okazuje się być list, który wuj Olgierd po sobie zostawił. Niestety, wielu rzeczy z tej wiadomości Kuba nie jest w stanie zrozumieć – stopniowo w jego życiu zaczynają się pojawiać dziwni znajomi wuja, którzy być może pomogą mu odkryć mroczne tajemnice Przemyśla, w którym rozgrywa się akcja. I teoretycznie wydawało mi się, że motyw czakramów, tajemnic i zagadkowych artefaktów będzie urzekający – przepadam za takimi klimatami, ale niestety wydał mi się być zdecydowanie zbyt naciągany. Z jednej strony był dziwacznie nielogiczny i absurdalny, z drugiej jakoś za mało rozbudowany – jak większość aspektów tej powieści.

W książce pojawia się sporo różnych motywów, ale Darda jakby się po nich ślizga. Tutaj zagadki, tutaj tajemnicze samobójstwo, potencjalny romans, wspomnienia licealne, pedofilia, poszkodowane dziecko – może tego wszystkiego po prostu było za dużo? Wszystko jest jakby tylko „napoczęte”, a sama historia Jakuba nie jest zbytnio urzekająca – łatwo się było domyślić, co też niegdyś się wydarzyło i co spowodowało, że trafił do więzienia, chociaż wyjaśnienie tego otrzymujemy dopiero na końcu, kiedy to Domaradzki opowiada to wszystko przyjacielowi zmarłego wuja, oczywiście przy kielichu. Swoją drogą kreacja postaci owego przyjaciela była dziwaczna – jego wypowiedzi były pisane dziwacznym językiem, chwilami niezrozumiałym. Nie wiem, czy miała to być kwestia wady wymowy, czy coś innego, dla mnie był to jeden z bardziej irytujących elementów tej książki.

Niestety, zawiodłam się tutaj nie tylko pod względem klimaty grozy, ale też pod wieloma innymi. Wydaje mi się, że autor chciał zbyt wiele rzeczy wrzucić do jednego wora, co sprawiło, że nie poświęcił im wszystkim należytej uwagi. Z przykrością stwierdzam, że historia Jakuba Domaradzkiego nie przekonała mnie do siebie pod żadnym względem.

“Przebudzenie zmarłego czasu” i inne kryminały książki bestsellery znajdziesz w księgarni selkar.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *