Literatura Obyczajowa

“Kolejne 365 dni”, Blanka Lipińska

O Blance Lipińskiej słyszy się od mniej więcej roku, kiedy do księgarń trafiła jej pierwsza powieść „365 dni”, w której główna bohaterka, Laura Biel zostaje porwana na wakacjach przez sycylijskiego szefa mafii. Wiecie z pewnością, o co chodzi w tej książce, nawet jeśli jej nie czytaliście. Od tego momentu świat literatury moim zdaniem mocno się podzielił. Opinie o książkach pani Lipińskiej są skrajne – albo się je kocha albo nienawidzi. Ja jednak, by przekonać się, co stało się po zakończeniu drugiego tomu, przeczytałam tom trzeci, czyli „Kolejne 365 dni”.

Poniższa recenzja przeznaczona jest dla osób, które czytały pierwsze dwa tomy.

Mam ogromny problem z tą książką. Pierwsze dwie części, umówmy się, nie były dziełami sztuki, ale sam pomysł przedstawienia mafijnego świata z pozoru był ciekawy, intrygujący i niecodzienny. Autorka potraktowała go po macoszemu, bo miało to być tylko tło dla ciągłego seksu, picia alkoholu i imprez. W porządku, tak też można. Trzeci tom tak naprawdę woła trochę o pomstę do nieba. O ile Laura od początku nie wykazywała się jakimkolwiek zrównoważeniem psychicznym, tak teraz udowadnia, że nigdy go nie posiadała. Pod koniec drugiej części zostaje postrzelona i walczą o jej życie, a także nienarodzonego dziecka. Co robi Laura, kiedy po dwóch tygodniach się wreszcie budzi? Ma żałobę, owszem, ma depresję, ale ile ona trwa? Może z miesiąc, a potem za namową przyjaciółki postanawia stać się taka, jaka była, i już właściwie więcej nie ma chwil smutku, bo przypomina jej się o dziecku. Tak jakby w ogóle go nie było! Co dalej… Laura wreszcie dostrzega, że Massimo to brutal i gwałciciel, choć wcześniej jej to nie przeszkadzało, kiedy brał ją jak chciał i kiedy chciał. Po prostu wtedy kochała go i nie widziała niczego złego w takim okazywaniu „miłości”. Ale kiedy Nacho, wydziarany Kanaryjczyk zaczął coraz częściej pojawiać się w jej umyśle, wtedy zapaliła się lampka ostrzegawcza. Wiecie, z jednej strony można zrozumieć jej postępowanie. Zakochała się, nie widziała świata poza Massimo, nawet kiedy robił jej krzywdę. Ale z drugiej, jak można być aż taką idiotką, która zwraca uwagę tak naprawdę tylko na własne potrzeby, na pieniądze, na drogie, luksusowe marki i partnera z jak największym penisem. Serio? Chociaż Laura naprawdę nie widzi w tym nic złego, to ja odnoszę wrażenie, że jest nikim innym jak tylko prostytutką, która lata od jednego do drugiego, w zależności od tego, na jaki seks ma akurat ochotę.

Dość o niej. O Massimo może nie będę pisać zbyt wiele, bo o ile w poprzednich tomach jeszcze jako tako bronił się swoją wielką „miłością” do Laury, tak w tym tomie, za to co zrobił z psem, to niech gnije w piekle. Natomiast Nacho… koleś, który odbił Laurę, sam nie jest bez winy i do tego jest mordercą. Zabija dla pieniędzy, jest szefem hiszpańskiej mafii, a Laura lubi ryzyko. Mimo wszystko jednak Nacho wydaje mi się nieco lepszym wyborem, bo przynajmniej… powiedzmy w bardzo wielkim cudzysłowie, że okazuje jej jakiś szacunek. Ma też coś chłopięcego w sobie i to może działać na jego plus. Nie jest ważniakiem jak Massimo.

Wiecie co, ogólnie to jestem, lekko mówiąc, wkurzona. Nie wiem, co się odwaliło, ale miałam cichą nadzieję, że mimo wszystko na ten porąbany sposób Laura i Massimo znajdą swoją drogę. Ale to, co się stało na końcu?! Poważnie? Dawno nie spotkałam się z takim wywróceniem postaci do góry nogami, a robienie z Massimo totalnego potwora było słabe i pewnie napisane tylko po to, żeby zaszokować. Niestety, szok się nie udał. Czuję jedno wielkie rozgoryczenie.

Jedyne, co może też dziwić, to jakby zmiana autorki, co do seksu. Wiecie, w poprzednich dwóch tomach seks był na co dzień, był ostry, brutalny i bez zahamowań. Massimo wiele razy wykorzystywał Laurę, choć nie można mówić, że nie bez jej zgody. Ona to po prostu lubiła. Bo najczęściej też była pijana i jeszcze lepiej się bawiła. A w „Kolejnych 365 dniach”… wielka abstynentka, która nagle zauważyła, że mąż ją gwałci. W tym momencie głos powinny podnieść kobiety, które coś takiego kiedyś przeżyły i mogą się w tej kwestii wypowiedzieć. Kobieta po gwałcie z całą pewnością nie zachowuje się jak Laura, która przyjęła to… powiem szczerze, że nawet słów brakuje.

Podsumowując… jestem rozczarowana, rozżalona, wkurzona… zakończenia tej powieści to ja nie kupuję, bo jest po prostu beznadziejne. Widać, że pani Blanka Lipińska chciała zaskoczyć i zakończyć serię, ale zrobiła to w taki sposób… Już nie będę wspominać o języku, jak i korekcie, bo tej to chyba ta powieść nie widziała. To, co było nawet ciekawe zamieniło się w coś nielogicznego, nieskładnego i na siłę.

Autorka recenzji: Daria Łapa

 

About Author

Określiłabym siebie jako fankę fantasy - zarówno książek, filmów, seriali, jak i gier. Uwielbiam także postapo, alternatywnego rocka i swoje ps4. Jako mama coraz częściej sięgam ze swoim synkiem także po książeczki dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *