Fantastyka Fantasy Recenzje

Bramy Światłości Tom 3 Maja Lidia Kossakowska – Recenzja

Co tu dużo mówić, Bramy Światłości Tom 2 się nie udały. Pani Kossakowska zabrała nas w fascynującą podróż poza granicami kosmosu, a dostaliśmy…. właśnie… W recenzji będą znajdować się spoilery nawiązującej do poprzednich dwóch tomów serii Bramy Światłości. Zostaliście ostrzeżeni.

Tom drugi cyklu Bramy Światłości został przyjęty z bardzo mieszanym uczuciem. Kossakowska przyzwyczaiła nas do jazdy bez trzymanki po surrealistycznych obszarach nieba, piekła oraz tak zwanych sfer poza czasem, gdzie odbywa się akcja książki. Autorka wyraźnie chciała pokazać tymi książkami, że jeszcze nie wszystko zostało opowiedziane w świecie aniołów oraz demonów. Książka zdaje się nam mówić Wydaje Wam się, że niebo i piekło to coś wyjątkowego? Hold my beer.

No i taki był pierwszy tom. Jeżeli nie pamiętacie i potrzebujecie przypomnienia to w telegraficznym skrócie – Światłość zniknęła i zostawiła zarówno niebo, jak i piekło bez swojej opieki. Anioły zostały same i jakoś muszą ogarniać cały system. Pewna poszukiwaczka i badaczka natrafia jednak na tajemnicze uczucie gdzieś daleko w strefach po za czasem i wydaje jej się, że może być to poszukiwany Bóg. Niestety, nawet najważniejsi świetliści nie mieli ze światłością kontaktu i tylko Daimon Frey, Anioł Zagłady, Tańczący na Zgliszczach i bohater królestwa (a także zombie) słyszy rozkazy Światłości i to on zostaje wybrany do towarzyszenia poszukiwaczce.

Tak właśnie rozpoczyna się pierwszy tom powieści. Jak zapewne pamiętacie z tomu drugiego, coś idzie bardzo mocno nie tak i nasz Anioł Zagłady trafia do dżungli gdzie musi się bujać z zapomnianymi bóstwami pragnących ofiar z krwi a także różnymi bożkami oraz istotami z wierzeń i legend. No i brzmi to całkiem fajnie, ale coś poszło bardzo mocno nie tak, bo drugi tom nie odsłaniał tak wielu kart tajemnic, jak poprzedni tom. I właśnie przez to oberwało się drugiemu tomowi – czytelnicy czuli się oszukani i otwarcie mówiło się, że jest on po prostu nudny. A i tak wszyscy przeczytaliśmy te tomy w jeden tydzień, prawda?

Kossakowska wyraźnie zasłużyła na nasze zaufanie i to nie tylko świetną serią o aniołach. Polecane książki fantasy z jej nazwiskiem królowały na listach bestsellerów fantasy z ostatnich lat, wielu z nas doskonale kojarzy takie świetne tytuły jak Ruda Sfora czy też Zakon Krańca Świata. O tak, autorka ma duży kredyt zaufania i pewnie każdy z nas z niecierpliwością czekał na kolejny tom Bram Światłości. Zwłaszcza, że w internecie nie cichnie dyskusja na temat drugiego tomu, więc nasza fantastyczna autorka na pewno zdaje sobie sprawę, czego spodziewają się czytelnicy.

Chcecie, to macie. Trzeci tom Bram Światłości wraca na stare tory i kontynuuje w większym stopniu motyw podróży, co było oczywiście dobrym krokiem i znowu z przyjemnością czytamy o podróży Daimona oraz brygady przez największe zadupie sfer poza czasem. Kossakowska znowu odkrywa przed nami najmroczniejsze tajemnice wykreowanego przez nią wszechświata, a Daimon przeżywa coraz to nowe przygody, czy to poznając lokalną faunę (np. nie dając się dla niej zjeść), czy też podróżując przez coraz bardziej surrealistyczne etapy podróży w poszukiwaniu Światłości. Oczywiście czeka nas całkiem ciekawy twist fabularny, którego nie będziecie się spodziewać, ale tego ode mnie się nie dowiecie.

Niestety dalej też autorka agresywnie pcha wątek poboczny Asmodeusza oraz Razjela. Pierwszy z nich goni Lucyfera, drugi natomiast go zastępuje i mimo, że cała historia ma bardzo ciekawe, lekko komediowe ubarwienie (zwłaszcza rozhisteryzowany Gabriel oraz jego głupie decyzje doprowadzają do śmiechu), to wątki te ciągle nas odpychają od głównego motywu podróży. Powiedziałbym nawet, że wycięcie tych elementów oraz napisanie książki jako spin-off na temat tego jak radziło sobie Królestwo oraz Piekło bez Lucyfera oraz Daimona byłoby świetnym posunięciem i autorka mogłaby powstałą lukę wykorzystać do bardziej szczegółowego opisu głównego wątku fabularnego.

Nie zmienia to jednak faktu, że trzeci tom Bram Światłości czyta się bardzo dobrze i książka zdecydowanie wraca na swoje dobre tory.

About Author

Fan książek fantastycznych i czarnych kotów.

(2) Comments

  1. Uwielbiam Książki fantasy

  2. słowianka says:

    Dla mnie to było kompletne rozczarowanie. Przedwieczni aniołowie/demony zachowujący się jak niedojrzałe emo-nastolatki i fabuła, którym jedynym motorem napędowym jest całkowicie dosłowny deus ex machina.
    Lucyfer był po prostu meczący swoimi rozterkami, a po drugim cudownym ocaleniu przestałam w ogóle angażować się emocjonalnie w przygody, bo wiedziałam, że zaraz bohaterów ktoś uratuje.
    Jedynym naprawdę intrygującym elementem była dyskusja bohaterów z Boskimi Bestiami przy krzewie róż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *